Danusia w Danii

Wywiad został przeprowadzony w 2017 roku.

Co Cię skłoniło do wyjazdu z Polski i dlaczego wybrałaś Danię? 

Przede wszystkim o wyborze zadecydowały zarobki. Zasoby finansowe rodziny w Polsce jakie są…. wszyscy wiemy. Ja byłam i jestem samotną matką z dwojgiem dzieci, więc choć decyzja była trudna (ze względu na dzieci, niespełna 14-letnia córka kończąca gimnazjum i 5-letni synek) wydawała się najrozsądniejsza by zapewnić nam tzw. godne życie. 

Dlaczego Dania? Jak każdy kto rozważa taki wyjazd analizowałam swoje “zasoby zagraniczne” – zaplecze. Gdzie, kogo znam i jak będzie wyglądał nasz start (mieszkanie, jak szybko dostanę prace, jaką pracę, co z językiem, itp…) Miałam możliwość wyjechać do Wielkiej Brytanii do przyjaciółki. Zaoferowała pomoc w znalezieniu mieszkania, ale nie była pewna czy uda się mnie “zahaczyć” gdzieś dopóki nie znajdę pracy w szpitalu. To była jedna opcja, którą stawiałam na pierwszym miejscu. Opcja numer dwa… była trudna do realizacji, choć tu miałam i nadal mam największe “zasoby zagraniczne” i wsparcie….moją mamę i jej męża. Tak. Dziwicie się że nie był to mój plan główny? Cóż… życie pisze różne scenariusze rodzinne i według mojego nie byłam zbyt blisko związana z moją mamą ze względu na nasze ścierające się osobowości i moją silną dumę niezależności (od niej). Moja mama “uciekła” z Polski jeszcze w 1988r wychodząc za mąż za Duńczyka.  Wielokrotnie próbowała mnie do siebie ściągnąć, ale ja byłam wierną patriotką patrzącą na nowe możliwości i nadciągający dobrobyt. Nie umiałam sobie wyobrazić, że mogłabym mówić do moich dzieci inaczej niż po polsku. Gdy mama wyjechała, ja miałam 18 lat i przyszłość TU – wśród przyjaciół i tego co znałam. Czas i przeżycia osobiste ostro zweryfikowały moje wartości i w 2006 roku (mając 36 lat) podjęłam dzienne studia pielęgniarskie z zamiarem opuszczenia Polski. W czerwcu 2009 roku otrzymałam dyplom licencjacki i już 22 lipca z dziećmi, kotem i meblami stałam przed moim duńskim wynajętym domem, po sąsiedzku do domu mojej mamy i jej męża. Mieszkanie w Polsce sprzedałam, żeby mieć na przeprowadzkę i pierwsze kilka miesięcy zanim dostanę jakąkolwiek pracę. Angielski znałam ale duński… tylko parę słów z pobytów wakacyjnych u mamy. Gdy przyjeżdżasz jako turysta to jest oczywiste, że nie mówisz “po ichniemu” i chętnie rozmawiają z tobą po angielsku czy niemiecku.   

Czy łatwo dostać pracę w Danii w pielegniarstwie? Czy korzystałaś z firmy pośrednictwa pracy? Czego wymaga pracodawca?

– Trudno mi odpowiedzieć obiektywnie na pierwsze pytanie z tego względu, że zamieszkałam na obrzeżach Danii – jak oni sami tą część kraju nazywają – Sydjylland w Danii południowej. “Przedmieście” Danii, przy granicy z Niemcami. Małe miasta, niewielka liczba ludności, prawie wszyscy sie w takim mieście znają. Nie będę ukrywać, taka społeczność jest zamknięta. Jako turysty są ciebie ciekawi, ale jako przyszłego “tubylca” bardzo krytyczni, zwłaszcza w ocenie zdolności porozumiewania się z mini w ich języku. To jest podstawowe i najwyżej egzekwowane kryterium nie tylko w staraniu się o prace, ale również w kontaktach towarzyskich z Duńczykami.   

W jednym z dużych miast jak: Kopenhaga, Odense czy Aarhus zapewne jest o wiele łatwiej o pracę pielęgniarki ze względu na większe zapotrzebowanie w tym zawodzie. Wielu Duńczyków (kobiet i mężczyzn) zdobywa ten zawód, ale niewielu wytrzymuje w tej pracy dłużej niż do 40-tego maksymalnie do 50-tego roku życia (wg. danych statystycznych Zarządu Służby Zdrowia). Według tych danych ok. 55% pielęgniarek w wieku ponad 40 lat pracuje w placówkach pozaszpitalnych a ok. 20% zmienia zawód. Kolejne dane dokonanych badań dowodzą, że wśród pielęgniarek, które nie są etnicznymi Dunkami jest większy odsetek / większe zagrożenie bezrobociem niż w stosunku do Duńskich pielęgniarek. I to by się przekładało na moje osobiste doświadczenia w moim “Zaścianku Danii”. 

Znajomość języka. Gdy zdecydowałam się na wyjazd do Danii (czytaj: do mamy), zaczęłam się uczyć Duńskiego w domu, na rok przed wyjazdem. Nie było łatwo. Sama z dziećmi i do tego praca licencjacka i egzamin dyplomowy. Języka uczyłam się bardzo opornie – trudny… i brak czasu. Jednak udało się zdobyć podstawy. Byłam dumna, gdy mogłam się sama porozumieć w sklepie czy resauracji. W miejskim szpitalu usłyszałam jednak od przełożonej, że to za mało. Muszę najpierw sie nauczyć Duńskiego w zakresie “w miarę płynny komunikatywny” – jak to określiła (rozmawiałyśmy po angielsku i łamanym duńskim z mojej strony). W tym kraju dobre jest to, że otrzymując pobyt jednocześnie jesteś kierowany do szkoły językowej na 3 lata opłacanej przez państwo. Szkoła stała się moim numerem 1. Najwięcej można się nauczyć w trybie dziennym niż wieczorowym (ta zasada chyba obowiązuje wszędzie), więc musiałam znaleźć prace na popołudnia. Moja mama – obrotna kobieta – już duuuuużo wcześniej się chwaliła swoją zdolna córką, która studiuje pielęgniarstwo i przyjedzie do Danii zamieszkać na stałe. Okazało sie to bardzo pomocne. W tym okresie mama pracowała jako asystent medyczny w domu starców. Gdy tylko się pochwaliła, że juz przyjechałam i się sama uczyłam Duńskiego w Polsce by móc tu dostać pracę, jej przełożona zaproponowała by przyprowadziła mnie na rozmowę. Pomimo braków językowych byłam “atrakcyjnym kąskiem” – pielęgniarka na etacie asystenta do momentu ukończenia szkoły językowej. I tak przepracowałam 3 i pół roku na popołudniowych zmianach do południa ucząc się Duńskiego w szkole. Dzieci widziały mnie tylko rano gdy odwoziłam je i siebie do szkół i na szybkim obiedzie po szkole i przed pracą. Wybór wyjazdu do Danii – czyli do mamy, okazał się tym właściwym – dla dzieci. 

Po każdym zdanym egzaminie na poszczególnych poziomach w szkole językowej szłam do szpitala z kolejnym certyfikatem na rozmowę. W miarę upływu czasu w coraz większej mierze prowadzoną przeze mnie po duńsku. Za każdym razem słyszałam, że jeszcze nie mogą mi nic zaoferować, że dopiero jak skończę szkołę. Po ukończeniu szkoły, gdy się znów umówiłam na rozmowę i by z dumą przedstawić dyplom z oceną (w skali do polskich ocen) dobrą ze znajomości języka duńskiego w mowie i piśmie – usłyszałam, że na chwilę obecna nie ma zapotrzebowania, ale mam śledzić portale internetowe z ofertami (w Danii jest przyjęty jako kontakt podstawowy z pracodawcą, kontakt przez internet).  

Podczas przerw w pracy “szlifowałam” duński i uczyłam się ich kultury. Słuchałam jakie możliwości zdobycia pracy mają uczniowie przychodzący na praktyki ze szkoły medycznej z kierunków: pomoc domowa i asystent medyczny. Dowiedziałam się, że pracodawcy lubią zatrudniać osoby, które już wcześniej poznał np. podczas takich praktyk właśnie. Skoro pracowałam w domu starców w dziale “wizyt domowych” jako asystent medyczny i miałam bezpośredni kontakt z pielęgniarkami z tegoż działu ale pielęgniarskiego (rozdzielne jednostki nie integrujące się poza kontaktem telefonicznym lub komputerowym na formularzu pacjenta), postanowiłam odbyć tam coś w rodzaju praktyk. Moja przełożona się zgodziła, bym odbyła tam wolontariat przez 4 tygodnie (zgoda była wymagana pomimo, że odbywało się to w moim czasie wolny, czyli do południa). Zostałam miło przyjęta i wprowadzona w obowiązki. Po tygodniu już sama jeździłam do niektórych pacjentów a ostatni tydzień funkcjonowałam jako samodzielna pielęgniarka. Mimo to….przy każdym składaniu podania widziano we mnie TYLKO asystenta medycznego. Postanowiłam tą taktykę powtórzyć w szpitalu. Udało mi się. Przełożona “zaokrętowała” mnie na pulmonologię na 4 tygodnie. Oddział ciężki, ale wreszcie robiłam to co lubiłam i kochałam. Dawałam z siebie wszystko nie tylko dla pacjentów, ale  też integrowałam się z personelem by jak najbardziej się podciągnąć w duńskim. Ciężko było mi się wysłowić, bo w szkole nie uczyli potocznych zwrotów medycznych, dlatego prosiłam o tłumaczenie mi każdego przypadku pacjenta o opisywaniu czynności – jak na praktykach – po to, by osłuchać się ze słownictwem. Niestety. Nie zostało to odebrane w taki sposób jak wyglądało to z mojej strony. Pomimo moich wyjaśnień, że proszę o te “lekcje” ze względu na mój brak znajomości określonego słownictwa (przedstawiałam swoja wiedzę takimi słowami jakie znałam i zawsze ze sobą miałam słownik duńsko-polski/polsko duński) i brak fachowych terminów w słowniku, zostałam oceniona jako osoba o o wiele niższym poziomie wiedzy niż pielęgniarka wykształcona w Danii. Jedna z młodych pielęgniarek wprost mnie zapytała, czy nie oszukałam ich Izby Pielęgniarskiej dostając autoryzację… Pamiętam, że poprosiłam ją o wytłumaczenie mi jakiegoś słowa, którego znaczenie rozumiałam i wiedziałam, że nie ma go w słowniku. Bardzo się namęczyła by mi je wyjaśnić w tzw. prostym duńskim. Zapytałam ją wtedy czy na tej podstawie, że nie umie znaleźć jednego słowa mam ją uważać za niedouczoną? Jedyne co umiała odpowiedzieć to tyle, że jej zdaniem każda pielęgniarka niewykształcona w Danii ma dużo niższy poziom wiedzy niż one – Dunki. Ta kobieta jako jedyna tak bezpośrednio pokazała mi jakie jest podejście duńskich pielęgniarek i niektórych pacjentów do pielęgniarek i lekarzy z poza Danii. Tak, tak… lekarzy też. Nasłuchałam się niechcący kilku opinii o lekarzach obcokrajowcach, zanim mówiący sie zorientował, że też nie jestem Dunką. W późniejszych “przygodach” na innych oddziałach dowiedziałam się, że niemieckie pielęgniarki też nie są uważane za równe Duńskim pielęgniarkom, a jedyne traktowane na prawie tym samym poziomie są pielęgniarki wykształcone w Wielkiej Brytanii. Podsumowując. Jeśli oddziałowa – ona zatrudnia personel, dlatego biega się z podaniami na każdy oddział – ma do wyboru pielęgniarkę wykształconą w Danii, to zawsze ją wybierze jako pierwszą. Ty (ja) dostaniesz pracę: gdy brakuje personelu – są to tzw. vikariaty, zatrudnienie na określony przedział czasu np. 2 miesiące, ale nie dłużej niż do 24 miesięcy. Nie ma gwarancji, że po tych 24 miesiącach dostaniesz stały angaż. Pracowałam jeszcze na kardiologii 9 miesięcy i na Endokrynologii z oddziałem dla pacjentów z problemami z nerkami (nie dializa – to osobne oddziały) ok. roku. Dużo Dunek odeszło z Endokrynologii z powodu złej organizacji pracy przez oddziałową. Ta nowa oddziałowa przyjęła 6 nowo wykształconych pielęgniarek (nikt nie chciał przyjść do pracy na ten oddział) ja i koleżanka z Chorwacji (pielęgniarka z 20-letnim stażem w swoim kraju) już pracowałyśmy na oddziale od 4 miesięcy. Młode pielęgniarki dostały vikariaty, każda na 3 miesiące. Ja i Hajlanka miałyśmy na 6 miesięcy. Nasze vikariaty były przedłużone o 3 miesiące, potem o kolejny miesiąc… Podczas gdy “młode” po tych 3 miesiącach dostały stałe angaże. I wszystko w temacie – jeśli można tak to skwitować. 

Duńczycy bardzo lubią czytać opinie od poprzednich pracodawców. Każdy oddział na którym pracowałaś jest traktowany jako oddzielny pracodawca (oddzielna jednostka zatrudniająca) mimo, że na papierze pracodawcą jest szpital. Mam opinię wystawioną z oddziału Kardiologii, że jestem osobą bardzo pracowitą, czyli nie bojącą się wyzwań i trudności oraz koleżeńską i pomocną zarówno wobec pacjenta, rodziny jak i współpracowników. Nie pomaga mi ta opinia w ilości zdobywanych vikariatów ani w uzyskaniu stałego angażu. A wydawało by się, że powinna….  

Jedno jest pewne. Jeśli jesteś dobra w tym co robisz to Duńskie pielęgniarki, zwłaszcza oddziałowe potrafią to wykorzystać / lub docenić, jak kto woli. Nie boją się cię obarczyć odpowiedzialnością za cały oddział, za kontakt z 12 (dwunastoma) pacjentami, ich rodzinami i lekarzami którzy ich prowadzą w danym dniu. Była raz sytuacja, że miałam być jedyną pielęgniarką na dziennej zmianie dla 20 pacjentów plus 3 asystentów medycznych. Na szczęście udało się nocnej zmianie ściągnąć jeszcze jedną pielęgniarkę (uwaga – wieloletnią pracownicę tego oddziału). Poznałam ją od tej strony, że twardo trzymała sie zasady – “6-ciu pacjentów na głowę”. Taka była reguła tego oddziału dla 18 pacjentów z możliwością zwiększenia do 22 w kryzysowych sytuacjach. Dzięki wstawiennictwu asystentki medycznej, wieloletniej koleżanki, owej pielęgniarki miałam tego dnia do “obsłużenia” tylko 12- pacjentów zamiast 14-tu. Z innymi duńskimi pielęgniarkami dzieliłyśmy się pacjentami po połowie – sprawiedliwie i śćiągałyśmy dodatkowych asystentów medycznych z innych oddziałów do pomocy. Tego nieszczęsnego dyżuru ona zabrała mi tych dwóch asystentów. Nie udało się uzyskać pomocy z innych oddziałów – ja dzwoniłam – nie Dunka. Ale na koniec zmiany, ja i moja Duńska asystentka pogratulowałyśmy sobie, a ona nie omieszkała oplotkować swojej duńskiej koleżanki pielęgniarki, przez kolejnych kilka dni do każdego pracującego na oddziale. Ale to Dunka o Dunce. Ja tylko przyjmowałam pochwały i skarcenia, że się na to zgodziłam. Według niektórych duńskich koleżanek pielęgniarek miałam prawo odmówić pracy w takiej sytuacji. I co? Przy rozdawaniu etatów nie było to wzięte pod uwagę. Jako wytłumaczenie, dlaczego nie mogą mi dać stałego angażu, usłyszałam, że muszę jeszcze podszlifować swój duński….. W Danii byłam już prawie 6 lat, z czego przepracowałam ponad 2 lata w szpitalu jako pielęgniarka. 

– Odnośnie biur pośrednictwa pracy. Byłam zapisana w dwóch. każde z nich ok. 100km od mojego miejsca zamieszkania i potencjalnych miejsc pracy. W tej okolicy to są najbliższe biura pośrednictwa dla pielęgniarek.  Moje “duńskie zaściankowo” ma swoją szkołę pielęgniarską i jest samowystarczalne. Raz, jeździłam do prywatnego domu starców przez 7 miesięcy, po 50km w jedną stronę. Latem jest bardzo przyjemnie, ale duńska aura w okresie jesień – zima – wiosna nie jest przyjazna do pokonywania takich odległości codziennie, zwłaszcza po dyżurach. Ach… zapomniałam dodać, że w “moim zaściankowie” komunikacja miejska jest bardzo ograniczona. Dostosowana głównie do ludzi nie pracujących. Reszta populacji porusza się samochodami. Na każdym podwórku stoją dwa samochody. Ja mieszkam w mniejszym mieście oddalonym o 10km od mojego miasta wojewódzkiego ze szpitalem. Dojazd samochodem to 15min. Dojazd autobusem, by sie nie spóźnić, to prawie godzina. Domy opieki są rozproszone również po tych mniejszych miejscowościach i nie zawsze jest bezpośrednie połączenie między nimi zwłaszcza przed godziną 8.00 i po 18.00.  

W Danii jest system trzy zmianowy: 7.00-15.00, 15.00-23.00 i 23.00-7.00. Na większości oddziałach tak sie pracuje od poniedziałku do piątku a w weekendy na dwie zmiany: 7.00-19.00 i 19.00-7.00. Słyszałam tylko, że w niektórych placówkach preferują system dwu zmianowy przez cały tydzień. 

Czego wymaga pracodawca? 

Dobre pytanie, na które ciśnie mi sie tylko jedna odpowiedź – wymagania zależne są od zapotrzebowania. Jednak jedno z głównych i niezmiennych to jest jak najbardziej płynna komunikacja po duńsku. Nie ważne jest jaką ocenę sie uzyskało na dyplomie w szkole językowej. Weryfikacja znajomości języka odbywa się podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Kolejne wymaganie, to znajomość strukturyzacji opieki zdrowotnej w Danii. Dotyczy to nie tylko znajomości podziału obowiązków i  odpowiedzialności zawodowej pomiędzy pielęgniarką a asystentem medycznym, ale również organizacji opieki nad pacjentem poza szpitalem. Pod tym kątem patrząc żałuję, że nie zdecydowałam się stracić 3 lat na naukę duńskiego i zdobycia zawodu tu, w Danii. 90% obowiązków spoczywa na barkach pielęgniarki, a rodziny są bardzo roszczeniowe i gdy tylko coś muszą załatwiać sami (osobiście zadzwonić lub udać się do odpowiedniego wydziału w gminie), wielu jest oburzonych na niekompetencje/ opieszałość pielęgniarek; gdy dotrze do nich, że takie są aktualne procedury, że pacjent sam musi o daną rzecz/ sprawę wnioskować – a to najbliższa rodzina jest uprawomocniona w reprezentowaniu interesów obłożnie chorego – psioczą na restrukturyzację, oszczędności itp. Ja sobie chwalę to, że “dzięki” nieznajomości języka przeszłam wszystkie szczeble zawodowe jako personel medyczny. Te szczeble to: opiekun domowy, asystent medyczny i pielęgniarka. W stacjonarnych i objazdowych domach opieki funkcjonują wszystkie trzy szczeble. W szpitalach tylko asystent medyczny i pielęgniarka. Trzeba dodać, że różnicuje się tu pozycję asystenta medycznego zatrudnionego w domu opieki a tego zatrudnionego w szpitalu. Asystent medyczny w szpitalu ma mniejszy zakres kompetencji niż w domu opieki, ale jego pozycja zawodowa jest oceniana wyżej.    

Kolejnym wymaganiem pracodawcy jest otwartość przyszłego pracownika na nowe obowiązki i wyzwania związane z nimi oraz strukturą danego oddziału/ jednostki. Nie będę się tu rozpisywać o dodatkowych kursach i szkoleniach. Jest to zawsze dodatkowy atut, ale nie jest to nigdy ujmowane w ogłoszeniach o pracę jako warunek. Jak wspomniałam, każdy oddział z jego oddziałową jest tu odrębną jednostką. Każda oddziałowa przyjmuje sama swojego potencjalnego podwładnego. Mile widziane jest tu różnorodne doświadczenie przyszłego pracownika. Doświadczenie zawodowe z kilku różnych oddziałów dobrze umotywowane chęcią własnego rozwoju zawodowego z przełożeniem na dobro pacjenta, zwłaszcza pacjenta kompleksowego jest wysoko cenione. Jeśli do tego dochodzi dyspozycyjność przyszłego pracownika, czyli chęć podejmowania dodatkowych dyżurów tzw. nagłych (gdy ktoś się zgłosi chory i w ciągu godziny lub kilku personel danej zmiany musi znaleźć kogoś na zastępstwo na kolejną zmianę) również jest brane pod uwagę. Dużym plusem jest też dyspozycyjność w weekendy (Duńczycy nie są chętni do pracy w planowo wole dni). W rozmowach z duńskimi pielęgniarkami dowiedziałam się, że na początku (po szkole) dobrze jest zdobyć doświadczenie na różnych oddziałach. Najlepiej od roku do dwóch lat na każdym oddziale. Psychiatria przewijała się u każdej z moich rozmówczyń z zaznaczeniem, że to daje dobre punkty na przyszłość. Być może ma to związek z typem przeciętnego duńskiego pacjenta – starsza osoba ok. 70 lat z demencją. Nie wiem jak to wygląda w szpitalach czy placówkach opieki w wielkich miastach Danii, ale w “moim zaściankowie” jest tak duża rotacja pielęgniarek pomiędzy oddziałami, że jednym z pierwszych zadawanych pytań na rozmowie kwalifikacyjnej jest to, czy jesteś otwarty na nowe doświadczenia i czy szybko się uczysz.      

Czy w przyszłości chcesz wrócić do Polski? Co skłoniłoby Ciebie do powrotu do kraju i pracy w wyuczonym zawodzie?

Jak wcześniej napisałam, przyjechałam do Danii już na stałe. Powrót do kraju rozważam tylko na okres emerytalny pod warunkiem, że mi zdrowie dopisze. Nie liczę na nagłą rewolucję finansową w Polsce, która pozwoliłaby na zarobki na poziomie unijnym nie tylko w zawodzie pielęgniarki. Mam córkę i syna, którym muszę zapewnić przyszłość.

Czy poleciłabyś Danię jako kierunek do emigracji zarobkowej? Co Ci się w tym kraju podoba, a co nie? Jakie są według Ciebie plusy i minusy emigracji?

Owszem. Polecam, jeśli ktoś chce się nauczyć języka duńskiego i odpowiada mu tutejszy klimat. Zarobki wg danych statystycznych ze stycznia 2017 roku wyglądają tak:
Pensja podstawowa dla pielęgniarki zatrudnionej na pełen etat, czyli 37 godzin tygodniowo to brutto ok. 23.600 DKK – na rękę (co każdego bardziej interesuje) jest to ok. 15.500 DKK.
Pensja na pełen etat z 1 weekendem pracującym oraz 4 zmiany popołudniowe, oraz 4 nocki w miesiącu to brutto ok. 27.000 DKK (ta kwota figuruje jako standard w statystykach) – netto daje to na rękę ok. 17.500 DKK. 

Rzeczywistość wygląda tak, że jako pielęgniarka z zagranicy dostaniesz ok. 32 godziny tygodniowo — ok. 13.500 netto na konto. Ilość weekendów pracujących jest podawana od razu w ogłoszeniu o pracę — w większości jest to co trzeci weekend. Zmiany dodatkowe są do wyboru — popołudnia lub nocki i się je ustala już na rozmowie z pracodawcą.
Dla ciekawych mogę podać orientacyjnie koszty utrzymania: wynajęcie mieszkania ok. 6.000, media (ogrzewanie, prąd, woda) ok. 500 – 1000 DKK, abonament na telefon ok. 120 DKK, internet ok. 200 DKK, tzw. życie (art. spożywcze) minimum 2000 DKK. Dalsze wnioski i kalkulacje zostawiam czytelnikowi.

W Danii nie ma czegoś takiego jak Izba Pielęgniarska. O autoryzację wnioskuje się poprzez urząd o nazwie „Styrelsen For Patientsikkerhed” – Agencja Bezpieczeństwa Pacjenta. Autoryzacja jest wydawana przez „Sundhedsstyrelsen” – Ministerstwo Zdrowia. Jak wszędzie, wymaganiem do uzyskania autoryzacji jest prawo autoryzacyjne, które mówi, że każda pielęgniarka powinna wykonywać swój zawód ze starannością. W ten zakres wchodzi też właściwa komunikacja z pacjentem, rodziną i personelem medycznym. Pracodawca ocenia czy pielęgniarka spełnia powyższy wymóg (zacytowane ze strony Agencji Bezpieczeństwa Pacjenta — autoryzacja dla pielęgniarki z zagranicy). Tutaj link do strony:  

http://stps.dk/da/sundhedsprofessionelle-og-myndigheder/autorisation/soeg-autorisation-udenlandsk-uddannet/sygeplejerske

Zalecane jest i ja również polecam, by zapisać się równocześnie do Pielęgniarskich Związków Zawodowych – Dansk Sygelejeråd (DSR). Uzyskanie autoryzacji za ich pośrednictwem jest łatwiejsze oraz zapewniają pomoc w znalezieniu pracy. Związki są płatne — ok. 1300 DKK co trzy miesiące. Dobra opcja dla tych, którzy znaleźli jakąkolwiek prace na początek oraz dla tych, którzy przyjechali za pośrednictwem biura z Polski.
Link do strony w języku angielskim jak szukać pracy w Danii i wnioskować o autoryzację:
https://dsr.dk/om-dsr/kontakt-dsr/welcome-to-dno/job-in-denmark
DSR — Dansk Sygelejeråd po angielsku:
https://dsr.dk/om-dsr/kontakt-dsr/welcome-to-dno

Co mi się podoba a co nie? Nie podoba mi się ich brak spontaniczności i kurtuazyjna uprzejmość ukrywająca to, co Duńczycy – tak naprawdę myślą. Tu się nie wyraża negatywnych opinii bezpośrednio, gdyż jest to uważane za bardzo wysoce niekulturalne. Jest to także jeden z największych minusów emigracji do Danii. Ich brak otwartej szczerości buduje fałszywą ścianę akceptacji. Dopiero po czasie, wraz z coraz lepszą znajomością języka i ich kurtuazji zaczniesz się orientować jakie zachowania nie są akceptowane (nikt ci tego wprost nie powie — to wywnioskujesz tylko z rozmowy tzw. ”mimochodem”). A co się podoba? Generalnie, Dania jest krajem relaksu i spokoju. Nikt tu się nie spieszy, każdy ma czas a wszystko. Nie ma takiego pędu za pieniędzmi jak w Polsce, przynajmniej ja tego nie odczuwam w moim regionie. 

Subskrybuj nasz blog, by być na bieżąco z nowymi wpisami.