Krzyki zza ściany

Lato 2013

Jak to zwykle bywa, czas na urlopie przeleciał mi przez palce. Zwłaszcza, że podczas pobytu rodziców wypełniony był atrakcjami od rana do wieczora. Zwiedziliśmy Manchester, słynny stadion, polecane przez odwiedzających muzeum nauki i przemysłu. Pospacerowaliśmy po zadbanych parkach, a nawet po alejkach między domami na ogół zbudowanymi z czerwonej cegły. Wszystko miało swój urok, nawet ta monotonia kolorów i brył w szeregowym budownictwie w towarzystwie najbliższych wydała mi się żywsza. Na koniec odprowadziłam rodziców do bramek bezpieczeństwa na lotnisku. Pożegnałam ich, przytuliłam zalaną łzami mamę. Dla niej z jednej strony mój pobyt w Anglii to dowód, że sobie jakoś radzę w tym wielkim świecie, z drugiej strony – nie może do końca się pogodzić z tym, że jestem tak daleko. Kiedy mieszkałam w Gdańsku czy w rodzinnym Starogardzie, zawsze udawało jej się kontrolować, czy ubrałam się odpowiednio do pogody, czy jem posiłki o odpowiedniej porze i czy nie nadużywam wyrobów czekoladowych. Wydaje mi się, że każda mama ma to do siebie. Nieważne, ile razy mówiłam, że czasy przedszkola i podstawówki dawno się skończyły. Zawsze w jej oczach pozostanę małą dziewczynką.

Raport pielęgniarski, rozdanie leków, pomoc w karmieniu staruszków, codzienna rutyna w domu opieki. Tego ranka nikt nie czekał na mnie przy drzwiach wejściowych. Od rana zastanawiałam się, co z Vincentem. Czy mu się stan zdrowia nie pogorszył. Szybko się okazało, że się obraził. Miał w pamięci to, że widział mnie trzymającą za rękę Boba. Dziwna sympatia Vincenta stawiała mnie w niezręcznej sytuacji. On sam zamknął się w swoim pokoju i nie wychodził do salonu od tygodnia. Opiekunowie często do niego zachodzili i prowadzili długie rozmowy. Ten, pytany o powód smutku i unikania towarzystwa, opowiadał o historii platonicznej miłości do jednej z pielęgniarek. Czułam się coraz bardziej zażenowana zaistniałą sytuacją. Ale kulminacja tego uczucia nastąpiła, gdy w odwiedziny przyszła córka Vincenta, Mary, kobieta lat około pięćdziesięciu, o szczupłej figurze i pociągłej twarzy. W ten dzień wodziła za mną surowym wzrokiem, jakby chciała przyłapać mnie na czymś, co robię źle. Poprosiła mnie o rozmowę.

– Ostatnio zauważyłam zmiany w zachowaniu mojego ojca. Zaczął się lepiej czuć, był radosny. Od jakiegoś tygodnia nie wychodzi z pokoju. Stracił energię, chęć do życia. Powiedział, że jest to związane z tobą. Paula, możesz mi to wytłumaczyć? – zaczęła ostro. Zawsze była dla mnie miła, a tym razem wbijała we mnie prześwietlający, świdrujący wzrok. Jeszcze przed wyjazdem do pracy w Anglii natknęłam się na informacje w internecie opisujące roszczeniową postawę Anglików do placówek ochrony zdrowia i innych sektorów usługowych. Teraz miałam okazję się o tym przekonać.

– Mary… trudno mi odpowiedzieć na twoje pytanie… Rzeczywiście, twój tata się ostatnio dziwnie zachowuje. Wydaje mi się, że ostatnio mnie unika, jest na coś obrażony.

Wredny rumieniec wypłynął mi na policzki, zdradzając, że rozmowa robi się dla mnie niezręczna.

– Czy jest między wami jakaś niezdrowa relacja? – wypaliła Mary, wpatrując się we mnie jeszcze intensywniej.

– Oczywiście, że nie! – odpowiedziałam, zaskoczona tak bezpośrednim pytaniem. – To znaczy… Odczułam, że Vincent czuje pewnego rodzaju sympatię do mnie. Po prostu staram się być miłą. Zresztą, z tego co wiem, nie jestem jedyną pracownicą, którą polubił bardziej niż inne. Wcześniej faworyzował jedną z opiekunek.

Mary wydawała się zaskoczona tą wiadomością. Nic dziwnego, odwiedzała ojca niezbyt często, zazwyczaj raz w tygodniu.

– Ok, Paula. Wiesz, mój ojciec bardzo dużo w życiu przeszedł, śmierć żony i syna. Jest bardzo schorowany. Uważaj na niego, ma słabe serce.

Mary skończyła wypowiedź. Zapewniłam ją, że oczywiście każdy pracownik domu przepada za jej ojcem i będziemy próbować go jakoś z tego depresyjnego w ostatnim czasie nastroju wyciągnąć. W czasie odbytych szkoleń w Derby dowiedziałam się, że Anglikowi na rozluźnienie atmosfery pomaga jedna magiczna propozycja.

– Mary, zapraszam do salonu. Zrobię tobie i twojemu tacie dobrą herbatkę.

Twarz kobiety momentalnie się rozpromieniła.

Na nocny dyżur przyszła Susan, która wcześniej mentorowała mnie przy wdrożeniu do pracy. Przy zdawaniu raportu opowiedziałam jej o rozmowie z córką Vincenta. Dla mnie sytuacja powoli zaczynała być śmieszna. Spojrzałam na twarz Angielki. Słuchała w skupieniu, ale ani trochę się nie uśmiechnęła. Co więcej, na jest twarzy zobaczyłam niepokój.

– Paula to jest poważna sprawa. Wierz mi, że Mary może w przyszłości narobić ci problemów. Zwłaszcza gdy stan jej ojca się pogorszy. Nie w tobie pierwszej rezydent się zakochał. Słyszałam już o wielu przypadkach oskarżeń wobec pielęgniarek, że próbują wyłudzić testament lub czerpać inne korzyści finansowe. Musisz napisać oświadczenie do kierowniczki, że nie możesz ponosić winy za tę sytuację.

Susan naprawdę przestraszyła mnie tymi słowami. Zaoferowała się, że pomoże mi napisać pismo.

Tym razem zostałam dłużej w pracy. Godzinę później oświadczenie było gotowe. Zaznaczyłam w nim, iż jestem miła dla każdego rezydenta w profesjonalny sposób i nie mogę ponosić odpowiedzialności za czyjeś uczucia. Susan zrobiła kilka stylistycznych poprawek. Wychodząc z pracy podsunęłam pismo pod drzwi kierowniczki, Karen.

Następnego dnia Karen wezwała mnie do swojego gabinetu. Przeczytała pismo, poprosiła żebym też opowiedziała o wczorajszym spotkaniu z córką Vincenta.

– Fakt. Sytuacja jest rzeczywiście trochę śmieszna. Rozumiem twoje zmartwienie, zwłaszcza, że też słyszałam co nieco o tej sytuacji – powiedziała, uśmiechnęła się i puściła do mnie oczko. Ona akurat wiedziała dokładnie, co się dzieje. Jej gabinet znajduje się naprzeciw wejścia do domu opieki, przy którym Vincent do tej pory na mnie codziennie czekał.

– Paula, co ci mogę zaproponować… Dzisiaj jeszcze pójdziesz na swój oddział. Później na jakiś czas przesunę ciebie na oddział demencyjny, dopóki się trochę na twoim nie uspokoi.

Pokiwałam z rezygnacją głową. Ciężko się było z tego rozporządzenia cieszyć. Nasz dom był podzielony na cztery odcinki – dwa oddziały, gdzie dominowało pielęgniarstwo ogólne, czyli więcej opieki pielęgniarskiej, dwa, ściśle związane z zaawansowaną demencją. Pacjenci tam bywali agresywni, krzyczeli, nie chcieli brać leków. Na takich oddziałach często pracują pielęgniarki ze specjalizacją psychiatryczną. W Polsce kształcenie obejmuje trzy dziedziny. Po studiach możemy iść na pediatrię, psychiatrię czy na pielęgniarstwo ogólne. Na studiach w Anglii wybiera się daną specjalizację. Pielęgniarki zdrowia psychicznego działają w zakresie obowiązków pielęgniarka/psycholog. Na moim oddziale, gdzie więcej było opieki nad ranami, po operacjach, pacjenci wymagali zabiegów inwazyjnych, też bywało, że mieli demencję, ale nie aż taką zaawansowaną. Zresztą, żal mi było zostawić swoich podopiecznych, których dobrze zdążyłam poznać. Co ważniejsze, oni też poznali i zaakceptowali mnie, jakbym była członkiem rodziny.

Po wyjściu z gabinetu poszłam odetchnąć do łazienki. Przypomniałam sobie, jak czasem ze swojego oddziału słyszałam krzyki i głośne pukanie w ścianę z odcinka rezydentów z demencją. Nie byłam przygotowana na tak nagłe zmiany, nie miałam w nich jeszcze zbyt dużego doświadczenia. Spojrzałam w lustro. Blada twarz. Strach ma wielkie oczy.

Subskrybuj nasz blog, by być na bieżąco z nowymi wpisami.