Niebieska broszura

Wiosna 2014

Umierał. Przestał walczyć, poddał się. Choroba zwyciężyła. Jego córka patrząc na mnie spod byka mówiła, że to przez złamane serce. Przecież już było tak dobrze, zaczął chodzić, cieszył się życiem. Teraz ta radość zaczęła się ulatniać, coraz częściej górę brał ból. Doktor Stevens przepisywał Vincentowi coraz silniejsze plastry przeciwbólowe, do tego dochodziła morfina w syropie, którą przynosiłam podopiecznemu, gdy plaster nie przynosił oczekiwanej ulgi.

Wszystkie silne przeciwbólowe leki, takie jak morfina czy fentanyl, znajdowały się w małym sejfie w pokoju pielęgniarek. Są to leki silnie uzależniające, więc przy administracji takiego leku musi być obecna druga pielęgniarka, musi ona też złożyć swój podpis w specjalnej książce – że wszystko się zgadza, ile zostało podane, jaka ilość danego leku została jeszcze w sejfie.

Tego dnia powinnam zmienić plaster przeciwbólowy Vincenta, minęły już 72 godziny od nałożenia poprzedniego. Poprosiłam Loraine z oddziału demencyjnego, żeby ze mną sprawdziła plastry. Otworzyłyśmy sejf. Po wyciągnięciu pudełka z plastrami okazało się – jednego brakuje! Zobaczyłam panikę w oczach Angielki. Zaczęłyśmy nerwowo przeszukiwać inne pudełka w poszukiwaniu zaginionego plastra. Po chwili odetchnęłyśmy z ulgą. Znalazł się.

– Paula pamiętaj, te leki są bardzo ważne – powiedziała Loraine. – Jak jest zamieszanie z tymi lekami, to trzeba to zgłosić kierowniczce. A potem jest długie dochodzenie, co się stało. Można w ten sposób nawet stracić rejestrację.

Każda pielęgniarka jest zarejestrowana w NMC – Radzie pielęgniarek i położnych. Od tej instytucji dostaje się numer PIN. Bez niego nie przyjmują do pracy w tym zawodzie.

Nakleiłyśmy Vincentowi plaster na ramię. Rzeczywiście, rezydent się bardzo zmienił w ostatnim czasie, znów stracił władzę w nogach, zrobił się szary na twarzy, cierpienie wykrzywiało mu usta w grymasach. Dzisiaj oddychał płytko, głośno, z trudem łapiąc powietrze. Tak dłużej nie może być. Zadzwoniłam do doktora Stevensa. Po godzinie lekarz już był w domu opieki, niezwłocznie poszedł zbadać podopiecznego.

– Paula, zadzwoń do jego córki. Wiesz przecież, że z nim jest już bardzo źle. Przepiszę mu dodatkowe leki, żeby odszedł w komforcie. Żeby go nie bolało.

Pokiwałam ze zrozumieniem głową. Doktor Stevens był lekarzem z prawdziwego zdarzenia, z wielkim sercem do tych bezbronnych, starszych ludzi. Odchodząc położył mi na biurku pielęgniarskim „niebieską broszurę” – specjalną, imienną książeczkę dla pacjentów, którzy wymagają opieki paliatywnej. Zawiera instrukcje dawkowania leków, które uśmierzają cierpienia rezydenta przed śmiercią – leków przeciwbólowych, na niepokój, na duszność, na nudności.

Zadzwoniłam po Mary, córkę Vincenta. Wytłumaczyłam przez telefon krótko, co się działo.

Pod wieczór Vincent zaczął krzyczeć. Spanikowana Mary wybiegła z jego pokoju prosząc, żebym coś mu podała, jej ojciec cierpi. Wzięłam do dłoni niebieską broszurę pozostawioną przez doktora, sprawdziłam z Susan, która akurat przyszła na nocny dyżur, dawki leków. Nabrałam do strzykawek leki: uspokajający i przeciwbólowy. Po podaniu twarz Vincenta się rozjaśniła. Gdy chciałam już odejść, dać rodzinie spędzić ostatnie chwile razem, podopieczny złapał mnie za rękę.

– Byłaś dobrą pielęgniarką. Dziękuję.

Susan widząc, że jestem gotowa się rozpłakać, złapała mnie za mankiet fartucha i wyciągnęła z pokoju rezydenta. Z surową miną powiedziała, że mam iść do domu. Że Vincent nie chciałby, żebym widziała jego śmierć.

– Paula. Nie płacz – powiedziała, widząc zbierające się w moich oczach łzy. – Jesteśmy pielęgniarkami. Musimy być silne. Profesjonalne. To w nas rodziny w takich chwilach mają szukać oparcia. Idź do domu. Musisz odpocząć. To był dla ciebie stresujący dzień.

Posłuchałam Susan. Na parkingu domu opieki odpięłam zabezpieczenie roweru, ale nie miałam siły, żeby pojechać. Stałam tak chwilę, łzy kapały mi na siodełko. Jesteśmy pielęgniarkami, musimy być silne. Tylko, że ja właśnie traciłam kogoś na kształt przyjaciela. To on przyjął mnie z radością do tego domu opieki i czekał przy wejściu aż rano przyjdę do pracy.

Powoli szłam z rowerem do domu, myśląc – muszę być silna. Tej nocy długo nie mogłam zasnąć.

Subskrybuj nasz blog, by być na bieżąco z nowymi wpisami.