Wypalone uczucie

Wpis autorstwa Pauliny Kubińskiej

Lato 2014

– Aneta zrobi jajecznicę, ona robi lepszą – powiedział Arek, mój partner. Niejedna pani domu pewnie by się ucieszyła, że ktoś ją wyręcza w obowiązkach domowych. Jednak ja miałam poczucie, że moja rola w tym domu zostaje systematycznie degradowana przez jakiś niezdrowy układ.


Po miesiącu wspólnego mieszkania wprowadzili się nowi współlokatorzy. Aneta, siostra Arka i Zuzia, jej sześcioletnia córeczka. Czemu tak nagle? Mąż Anety, również mieszkający w Anglii, z dnia na dzień ogłosił swojej żonie, że ich uczucie się wypaliło. Dziewczyna była przerażona. Do męża przyjechała niedawno, wcześniej czekała na niego w Polsce. Po roku dojechała do niego, stęskniona, z marzeniami o cudownej przyszłości swojej rodziny za granicą. Nie pracowała, nie zdążyła wyrobić sobie żadnych angielskich dokumentów, potrzebnych do otrzymania chociażby wsparcia finansowego na dziecko. Czekała, aż mąż pomoże jej ze skomplikowaną papierologią.


Szybko się okazało, co stało za wypaleniem się ich uczucia. Miejsce w sercu mężczyzny zajęła zadbana, seksowna blondynka. To do niej mąż Anety wymykał się wieczorami, gdy żona czekała na niego w wynajmowanym mieszkaniu i zajmowała się ich dzieckiem. Pewnego dnia mąż poprosił żonę, by zrobiła zakupy na obiad i kolację, dał jej 10 funtów. Aneta dwoiła się i troiła w sklepie, obmyślała, jakie zrobić posiłki za tak małą kwotę. Wiedziała, że się nie przelewa, przecież tylko mąż pracuje. Ona też pójdzie do pracy, gdy załatwi dziecku szkołę i poduczy się angielskiego – myślała. Wymyśliła. Placki ziemniaczane. Czasochłonne, ale dobre i tanie. Może nawet zostanie trochę, by mąż wziął placki na jutro do pracy. Tak, wracając i niosąc pięć kilo ziemniaków na placki i inne zakupy, ujrzała, że coś stoi przed drzwiami domu. Podeszła bliżej. Walizki. Jej walizki.


Aneta próbowała się dodzwonić do domu, bezskutecznie. Zaczęła krzyczeć. W domu została córeczka. Usłyszała jej płacz, lecz mąż, który musiał słyszeć rozpaczliwe wołania żony, nie zamierzał otworzyć drzwi. Sąsiedzi zaczęli się dziwnie przyglądać. Dziewczyna w panice zadzwoniła do swojego brata – Arka, który nie zwlekając za długo, zabrał ją do naszego domu.

– Wklepię mu, tak obiję mu za to twarz, że zapomni jak się nazywa!! – wykrzykiwał w złości Arek. Chociaż wiedziałam, że chłopak nie jest zwolennikiem rozwiązań siłowych, przestraszyłam się, że serio wyjdzie z tej całej sytuacji bójka. Na nic zdały się moje próby załagodzenia sytuacji. Zostawił mi pod opieką roztrzęsioną Anetę i wyleciał z domu jak z procy.


Prawdopodobnie była to najdłuższa godzina w życiu Anety. Usiadła na kanapie, zalewając się łzami, co to będzie, mąż porwał jej dziecko. Brat pojechał się z nim bić i, jeśli coś mu w złości zrobi, to przecież trafi do więzienia. Przez tą godzinę usłyszałam tyle możliwych scenariuszy ze złą prognozą zdarzeń, że i ja zaczęłam powoli widzieć wszystko w ciemnych barwach.


Otworzyły się drzwi, ciemne barwy się rozjaśniły, usłyszałam śmiech dziecka. Wrócił Arek, miał już mniej zaciętą twarz, chociaż widać było, że dalej się martwi.

– Postraszyłem go policją, to oddał dziecko. Powiedział, że się z tobą skontaktuje w sprawie podziału opieki – rzucił do Anety. – Na razie zostaniecie tutaj.


Tak więc niespodziewanie dorobiliśmy się jeszcze dwójki współlokatorów, którzy zamieszkali w salonie. Para Portugalczyków, zamieszkująca drugą sypialnię, mimo że współczuła Anecie z całego serca jej sytuacji, po jakimś czasie zaczęła narzekać na tłok we własnym mieszkaniu. Ja również miałam swoje powody do narzekania… Zostałam odsunięta od prac domowych, ciągle słyszałam od swojego chłopaka, że siostra robi coś dokładniej, lepiej… Szybko wyszedł bardzo dominujący, uparty charakter Arka. Miałam wrażenie, że krytykuje wszystko co robię, pozostawiając mnie w poczuciu dezakceptacji od własnego chłopaka.


Żal mi było Anety, starałam się, by dziewczyna stanęła na własne nogi, pomagałam w szukaniu pracy. Nie było lekko. Nauka angielskiego szła jej opornie, do tego trzeba było opiekować się dzieckiem, które również nie rozumiało sytuacji, w której się znalazło. Liczyłam na to, że dziewczyna pogodzi się z mężem. Bezskutecznie. Każda ich rozmowa, mająca na celu dojście do jakiejś ugody, kończyła się kłótnią, krzykami, robieniem sobie pod górkę. Smutne.


Wieczorami, Arek sięgał po alkohol i pił go więcej i więcej. Gdy skończyły się piwa, sięgał po drinki, a na zwrócone uwagi miał wymówkę:

– Nie widzisz, co się teraz dzieje? Ile mam problemów? Muszę się napić, by zasnąć – odpowiadał.
Byłam zmęczona problemami w domu, do pracy przychodziłam równie zmęczona. Nie tak miało przecież to wszystko wyglądać, nie tak wyobrażałam sobie nasze wspólne życie z Arkiem. Po pracy do domu wracałam niechętnie, ociągałam się. Raz, przy wyjściu z szatni, zauważył mnie jeden z opiekunów, zaczynał nocny dyżur. Zagaił rozmowę:

– Paula, coś marnie wyglądasz – powiedział. Zdziwiłam się. To stan duchowy jest aż tak widoczny na twarzy? 

– Powiem ci coś. Pamiętam, jak przyszłaś do domu opieki na rozmowę kwalifikacyjną. Byłaś pełna energii, aż promieniało. Gdzieś zgubiłaś pewność siebie. Widać, że coś złego się dzieje w twoim życiu. Zastanów się nad tym – opiekun poklepał mnie po ramieniu. 

– Dziękuję. Na pewno się zastanowię – odpowiedziałam.

Subskrybuj nasz blog, by być na bieżąco z nowymi wpisami.