Wspomnienie z marca 2018 – wpis Dominiki Janiczek
Angielska zima nie wiele ma wspólnego z polską 🙂 Często pada deszcz, wieje silny wiatr, a temperatury zazwyczaj są powyżej zera. Nie ma potrzeby odśnieżania. Jedynie drogi są posypywane dużą ilością soli. Opady śniegu to święto dla dzieci i koszmar dla podróżujących.

Kilka tygodni wcześniej zaplanowaliśmy wyjazd zagraniczny. Nasza wycieczka miała trwać parę dni. Akurat cztery dni wolnego w pracy między dyżurami. Szybka decyzja, gdzie by tu pojechać gdy wokół zimno i deszczowo. Padło na Maltę. Pech trafił, że w tym okresie Wielką Brytanię nawiedziła tzw ,,Beast from the East” – Bestia ze wschodu. Pierwsze strony gazet i wiadomości nadawały informacje o zimie stulecia w Wielkiej Brytanii. Anglicy polewali ciepłą wodą szyby w samochodach. Jedna z moich koleżanek napełniła kaczkę sanitarną wodą, aby odmrozić szybę, mimo usilnych przestróg. O dziwo nic się nie stało. Najwidoczniej testowała już ten patent :). Pielęgniarki w Londynie dojeżdżały dzień wcześniej do pracy i w niej nocowały aby zapewnić opiekę pacjentom. Tak przynajmniej pisały gazety :). Londyn sparaliżowany, ogromne opóźnienia underground – metra, niekursujące pociągi. Armagedon ogólnokrajowy. W rzeczywistości w Londynie spadło może 2 cm śniegu. Temperatura oscylowała w okolicy zera stopni, w nocy -5. W Szkocji owszem na północy były ciężkie warunki, ale tam jest ogólnie bardziej surowy klimat. 😀 Dla nas Polaków trudno było w to uwierzyć, przyzwyczajonych do zimy.
Nadszedł dzień wyjazdu. Ogarnęło nas podekscytowanie związane z lotem na Maltę, które stopniowo topniało pod wpływem otaczającej nas rzeczywistości. Okazało się, że pociąg na lotnisko – Southend, nie kursuje. Znaleźliśmy inne połączenie, ten pociąg z kolei zatrzymał się w połowie drogi. Konsternacja co tu robić, niebawem lot. Udało się cudem zamówić taksówkę, która kosztowała ok. 50 funtów. Dotarliśmy na lotnisko – to teraz będzie jak z górki. Obserwujemy tablicę wylotów, gdzie pojawia się informacja, że część lotów jest odwołana z powodu złych warunków atmosferycznych. Nasz samolot był opóźniony. Na informacje o locie czekaliśmy jak na wyrok. W końcu okazało się, że nasz lot został również odwołany. Wszystko związane z wyjazdem zarezerwowane i opłacone – hotel, samochód…. Chwilowe zrezygnowanie. Jedyna opcja jaka została to kupić nowe bilety za 200 funtów. Wiązało się to z przemieszczeniem na inne lotnisko Gatwick, znajdujące się po drugiej stronie Londynu. Zajęło nam to bagatela ponad 1,5 godziny. Na szczęście linie lotnicze zwróciły nam pieniądze. Lot następnego dnia. Nie było sensu wracać do domu, bo rano mielibyśmy powtórkę z rozrywki. Pierwszy raz nocowaliśmy na lotnisku przykryci kurtkami, trochę zmarznięci. Na szczęście było tam kilku towarzyszy niedoli :). Pobudka o 5.00 rano, mycie zębów i owsianka na śniadanie. Prawie jak początek filmu ,,Terminal’’:D. Po około trzech godzinach lotu, wreszcie doczekaliśmy się. Lądujemy i wysiadamy z samolotu. Wokół widać pierwsze palmy i błękitne niebo. Buch gorącego powietrza. Szał. Było warto wyrwać się w środku zimy na piękną, ciepłą wyspę.

Subskrybuj nasz blog, by być na bieżąco z nowymi wpisami.