
Wiosna 2014
Praca, dom, praca, dom. 4 – 5 długich, prawie 13-godzinnych dyżurów w tygodniu. To wszystko, aby spełnić swoje marzenie – kupić mieszkanie w Polsce. W domu w Manchesterze zyskaliśmy nowych współlokatorów. Najpierw do małego pokoiku, nazywanego przez Anglików „box roomem”, ponieważ mieścił jedynie łóżko i półkę, wprowadził się Karol. Po miesiącu Karol znalazł sobie dziewczynę w Polsce, która również z ochotą przystała na jego propozycję zamieszkania w Anglii i zarabiania „kupy kasy”. W taki sposób, w pokoiku 2×2 metry zamieszkała dodatkowa para Polaków, o bardzo skrajnych, nieodpowiadających mi rasistowskich poglądach. Potrafili godzinami debatować w kuchni na parterze o tym, że granice Anglii powinny być dla pewnych nacji zamknięte, a otwieranie się na inne kraje Unii Europejskiej sprawi, iż nowi imigranci zabiorą nam, Polakom, pracę. Ściany angielskich mieszkań są bardzo cienkie – nieraz dostawałam burę za to, że rozmawiam za głośno na Skypie z rodziną. Każde wypowiedziane słowo w pokoju na piętrze można było usłyszeć w salonie na parterze, a nie daj Boże śmiech – śmiech się echem odbijał po całym domu, przeszkadzając wyczulonym na hałas domownikom. Zresztą pozostali domownicy pracowali jeszcze dłużej w ciągu dnia niż ja, zaczynając od bardzo wczesnych godzin rannych. Tak przez 6-7 dni w tygodniu.
Pewnego dnia, kiedy czytałam książkę pod kołdrą w swoim pokoju, usłyszałam donośny głos nowych współlokatorów, dochodzący ze schodów z korytarza.
– Ja to bym najchętniej Hitlera wskrzesił, żeby do końca Żydów powybijał – usłyszałam głos Karola. Zagotowało się we mnie. Nie wiem nawet, skąd wzięłam w sobie tyle odwagi. Otworzyłam z impetem drzwi od swojego pokoju, spojrzałam na współlokatora stojącego na schodach i huknęłam: – Weź się zastanów, co ty mówisz. Mój pradziadek zginął w Oświęcimiu!
Zdenerwowałam się. Pradziadek, człowiek wykształcony, autor monografii Łukowa i redaktor „Gazety Łukowskiej”, nie miał szans. Najpierw wzięto go do Auschwitz-Birkenau, a następnie przewieziono do obozu we Flossenburgu, gdzie w 1941 roku słuch po nim zaginął.
Wyminęłam Karola na schodach, z płonącymi policzkami i uniesioną głową zeszłam do kuchni. Ciekawa byłam jego reakcji. Usłyszałam za plecami cichy głos współlokatora mówiącego do swojej dziewczyny: – O co jej chodzi? Przecież jej pradziadek i tak już nie żyje.
W odpowiedzi usłyszałam dziewczęcy chichot.
Zaczęłam się czuć we własnym domu jak intruz, ponieważ Karolowi wyraźnie nie odpowiadało, że mam inne poglądy, do tego mam większy pokój, podwójny, a przecież mieszkam w nim sama. Czułam się nieswojo w towarzystwie chłopaka, więc wolałam go unikać, nawet gdy reszta lokatorów spotykała się wieczorami w salonie. Wydawało mi się, że ciągle planuje intrygi, jak się mnie pozbyć z mieszkania i obgaduje za moimi plecami.
***
„Wyjechał za granicę i zarabia kupę kasy!”. W Polsce panuje stereotyp zarobków w Anglii. Bardzo często, żeby więcej zaoszczędzić, emigranci wynajmują większy dom i mieszkają w kilka, nawet kilkanaście osób, poupychani w ciasnych pokojach na paru metrach kwadratowych. Nawet znam bardzo odpowiedni do takich sytuacji żart w czarnym humorze:
„Stała się wielka tragedia w Londynie! Zginęło sześciu Polaków! Zawaliło się łóżko piętrowe.”
Nie oceniam nikogo. Sama wpadłam w swoim czasie w ten pęd za pieniędzmi, rezygnując z życia prywatnego, jedząc tanią pizzę do odgrzania z sieciówki, bo nie było czasu na gotowanie, kiedy można pójść do pracy i odłożyć potem coś do skarpety na marzenia. Tylko że w międzyczasie marzenia się zmieniły. Uzbierałam na depozyt na mieszkanie w Polsce, szukałam opcji kredytu hipotecznego. To cieszyło. Zdawałam sobie sprawę, że dużo osób nie może sobie pozwolić na to, żeby nawet myśleć o swoim mieszkaniu. Ale zaczęłam rozważać: z kim ja tam zamieszkam? Z kotem?
Ten brak prywatności w wynajmowanym domu w Anglii, długie nadgodziny w pracy i zaniedbane życie prywatne to cena za przyjazdy do Polski i poczucie, że można sobie za te funty kupić wszystko. Że stać nas na postawienie ziomkom z osiedla kolejek przy barze, stać na markowe ciuchy, nowy sprzęt elektroniczny, stać na wycieczki do ciepłych krajów, stać na nowy samochód. A potem stać na powrót tanimi liniami lotniczymi do pokoju 2×2 metry, gdzie powieszony na ścianie nowy telewizor marki Samsung jest twoim najlepszym przyjacielem. Warto?
Ach, ten piniądz.
Subskrybuj nasz blog, by być na bieżąco z nowymi wpisami.