Hania w Norwegii

Wywiad został przeprowadzony w 2017 roku.

Co Cię skłoniło do wyjazdu z Polski i dlaczego wybrałaś Norwegię?

Do wyjazdu skłoniła mnie nasza polskość… 2 pielęgniarki na 35 pacjentów na ciężkim oddziale. Miałam dość zepsutych respiratorów i braku próżni/tlenu w ścianie. Rozumiem, że wszystko może się zepsuć ale jeśli tak się dzieje należy to niezwłocznie naprawić a u nas w Polsce najpierw szuka się winnych a potem stwierdza, że jakoś to będzie bo pieniędzy na naprawę nie ma.

Kiedy po licencjacie zaczynałam pracę byłam pełna zapału i chęci. Odeszłam z pierwszej pracy po 2 miesiącach. Fajnie to w CV wygląda 🙂 Trafiłam na ciężki zespół pielęgniarski i szybko stwierdziłam że tak to ja pracować nie będę. Oczywiście były też osoby tzw do rany przyłóż ale zespół był źle kierowany i skupiony na konfliktach wewnętrznych a nie na pacjencie, chociaż zespół lekarski był najlepszy z jakim pracowałam.

Później zlecenie i równoczesne studia magisterskie dzienne. Prawie 7 lat stażu w Polsce i zwykle 1-1,5 roku w jednym miejscu. Bo zawsze to samo godzenie się na wszystko bo tak jest od lat i nie da się zmienić.

Dzwonią mi w głowie słowa naszej prodziekan że jesteśmy samodzielnym zawodem że możemy o sprawach pielęgniarskich decydować – zmieniać świat. Jesteśmy kompetentne!

Niestety w Polsce jeszcze daleko do tego. Przerabiałam lekarzy którzy wyzywali mnie od gówniar, obrażali się, bo nie zrobię czegoś nie zgodnie z procedurą itd.

Pracowałam w szpitalach i prywatnych przychodniach. Jak nie opieszałość to korpo. Gdzieś w tym wszystkim znikał pacjent. A to przecież dlatego zostałam pielęgniarką dla pacjenta, dla kontaktu z ludźmi, budowania relacji, zaufania.

Punktem zapalnym była rozmowa kwalifikacyjna w jednej z firm prowadzących badania kliniczne.

Zostałam zapytana co ja, jako „niższy personel medyczny” mogłabym wnieść do zespołu. Na moją odpowiedź że nie ma czegoś takiego zapytano czy żartuję. Kiedy wskazałam w suplemencie dyplomu magistra pielęgniarstwa, że tytuł ten odpowiada tytułowi lek med czy mgr inż zostałam wyśmiana. Wstałam i wyszłam.

W tym samym czasie koleżanka wyjechała do Norwegii przez agencję. Kiedyś pracowałyśmy razem i kiedy opowiadała że miała ciężki dyżur w domu opieki pytałam czy ciężki jak u nas a ona zaczynała się śmiać – może 30% tego co u nas odpowiadała.

Pierwsza rekrutacja w 2014 została wstrzymana. Po roku znowu rekrutowali więc się zgłosiłam.

Już wcześniej myślałam o wyjeździe – wybrałam Norwegię z paru powodów:

  1. koleżanka która już była na miejscu,
  2. jak kraść to miliony – a czemu nie nauczyć się języka którym włada zaledwie 5 milionów,
  3. mieszkałam w Gdyni, która w rankingach była miastem najszczęśliwszych ludzi w Polsce, więc czemu nie wyjechać do kraju najszczęśliwszych ludzi na świecie (był taki ranking).

Czy łatwo dostać pracę w Norwegii w pielęgniarstwie? Czy korzystałaś z firmy pośrednictwa pracy? Czego wymaga pracodawca?

Brałam udział w rekrutacji. Musiałam przedstawić wszystkie dokumenty podać namiary na referencje – faktycznie dzwonili do ludzi pytać jakim jestem pracownikiem (dla mnie to był lekki szok). Ostatni etap to rozmowa kwalifikacyjna z ekipą norweską w Warszawie. Całość w języku angielskim. Z tego co pamiętam powiedziałam im, że z nimi czy bez nich i tak wyjadę 🙂

Pracodawca wymagał minimum licencjatu, prawa jazdy i znajomość języka angielskiego.

W czwartek rano była rozmowa a wieczorem zadzwonili, że się zakwalifikowałam i zapraszają w poniedziałek rano pod Kraków na tygodniowy kampus językowy. Potem 3 miesiące 3 razy w tygodniu po 3 godziny z grupą na skype i platformie do nauki języka. Następnie 3 miesiące kampus pod Krakowem i intensywna nauka języka po minimum 8 godz dziennie. Pracodawca opłacał kurs i pobyt w pensjonacie razem z wyżywieniem. Na koniec egzamin Norskprøve w Norwegii. Zaraz po egzaminie wyjazd do miast docelowych, a po 3-5 dniach jak dostaliśmy wyniki MRSA zaczęłam pracować.

Czy norweski pacjent bardzo się różni od polskiego? Pracując w Anglii czasem mam wrażenie, że angielski jest bardziej wymagający w porównaniu do rodaka. Jak jest u Ciebie? Jak jesteś/byłaś traktowana przez swoich podopiecznych?

W Norwegii jedną z głównych kwestii w życiu społecznym jest równouprawnienie. Nigdy nie traktowano mnie gorzej bo pochodzę z innego kraju. Jest podejście że wszyscy jesteśmy ludźmi i należy nam się wzajemny szacunek. Czasem były drobne odstępstwa (pracuję w domu opieki z naprawdę starszymi ludźmi – średnia wieku na moim oddziale to około 87) i zdarzyło się, że usłyszałam że nie rozumieją języka w którym mówię. Jak to starsze osoby – nie chcę zrobić o co mnie prosisz więc nie rozumiem/ nie słyszę cię 🙂

Mam poczucie, że pacjentowi w norweskim domu opieki brakuje bliskości, trzymania za rękę czy przytulenia w chwilach smutku.

Po około 2 miesiącach pacjenci zaczęli wypytywać kiedy mam dyżur i czy do nich przyjdę – miłe. Zdarzyło mi się usłyszeć, że czują się ze mną bezpieczni co bardzo podbudowuje – nie ukrywając po 8 miesiącach w Norwegii jeszcze nie śmigam językowo, więc tym bardziej miło 🙂

Czy w przyszłości chcesz wrócić do Polski? Co skłoniłoby Cię do powrotu do kraju i pracy w wyuczonym zawodzie/ Co skłoniło Cię do powrotu do kraju?

Zobaczymy co życie pokaże. Jak na razie jestem zakochana w tym kraju, w ludziach, przyrodzie, podejściu do życia. Nadal pracuję przez agencję i spłacam swój dług – jestem na najniższej stawce jaką według norweskiego prawa mogę dostać w tym zawodzie z moim wykształceniem i stażem pracy, ale nie ma na co narzekać – agencja musi na mnie zarobić, bo nie ma nic za darmo. Zobaczymy co będzie po kontrakcie. Dla norweskiego pracodawcy liczą się referencje więc jestem pełna optymizmu w kwestii późniejszej pracy. Lubię mój oddział a ludzie lubią ze mną pracować więc chyba jest dobrze… Zobaczymy.

Czy poleciłabyś Norwegię jako kierunek do emigracji zarobkowej? Co Ci się w tym kraju podoba a co nie? Jakie są według Ciebie plusy i minusy emigracji?

Polecam Norwegię, bo sama jestem w niej zakochana. Niektórym może być ciężko bo w naszym zawodzie musisz znać język. Są też ogromne różnice kulturowe których na pierwszy rzut oka nie widać a jednak mają znaczenie. Ludzie są bardzo mili dla siebie nawzajem. Po skończonym dyżurze dobre 10 min ludzie dziękują sobie za wspólną pracę i składają sobie życzenia miłej reszty dnia i weekendu – ogrom słodyczy w Polsce raczej nie spotykany a bardzo to miłe.

Cenię sobie pracę 3 zmianową, bo jest czas żeby mieć życie po pracy. Najbardziej lubię nocne dyżury, kiedy mam możliwość rozmowy sam na sam ze współpracownikiem – najlepszy sposób na szlifowanie języka. Minusem Norwegii jest to, że jeśli ktoś wyczuje że nie jesteś Norwegiem, że językowo nie jest na 100% to od razu próbuje rozmawiać z tobą po angielsku – wtedy mówię że nie znam angielskiego 😉

Subskrybuj nasz blog, by być na bieżąco z nowymi wpisami.

2 thoughts on “Hania w Norwegii”

Leave a comment